Translate

piątek, 29 listopada 2013

Rozdział Pierwszy

"Marzę o tym co nieosiągalne.
Pragnę to czego nie mogę mieć"

~~Z perspektywy Isabelli~~
  Obudziłam się.Przez moje lekko przymknięte powieki docierał ciepły,pomarańczowy kolor słońca.Powoli i niepewnie odtworzyłam oczy.W oddali słychać było piski dzieci uciekających przed falą wody.Morze było dziś wyjątkowo spokojne.Podniosłam się ze swojego leżaka i zdjęłam swoją sukienkę.Podeszłam bliżej brzegu.Stopy muskała mi letnia woda a wiatr rozwiewał włosy.Z twarzą zwróconą ku słońcu,zrozumiałam że jednak nie chcę opuszczać Phoenix.Ale na to już za późno...
          Weszłam na pomost po czym wskoczyłam do wody.Moje ciało owładnęła fala zimna.Wypłynęłam na powierzchnię po czym, nabrałam do płuc mnóstwo powietrza i znów znalazłam się pod wodą.Uwielbiałam pływać.Codziennie w wodzie spędzałam po kilka godzin i tak nagle miałam to wszystko zostawić....
     W wodzie czas mijał mi szybko.Tak więc gdy wyszłam na brzeg plaża była już opustoszała.Tylko gdzie nie gdzie można  było napotkać spacerującą parę.Porządnie się wytarłam po czym ubrałam swoją sukienkę.Pozbierałam swoje rzeczy a na nos wsunęłam okulary słoneczne.Ubrałam sandałki i ruszyłam w kierunku domu.Nie miałam zbyt daleko tak więc już po nie całych dziesięciu minutach brałam gorący prysznic.Włosy umyłam ulubionym szamponem o zapachu wanilii po czym się porządnie się wytarłam i ubrałam się  
   Zrobiłam delikatny makijaż po czym wysuszyłam włosy i związałam w koka.Do małej torebeczki wsadziłam telefon,chusteczki i portfel.Zeszłam na dół.
-Dokąd idziesz?-Zapytał się mnie tata gdy zobaczył mnie zakładającą buty.
-Pożegnać się z Amelią.
-Tylko nie wracaj zbyt późno.Musisz się jeszcze spakować.
-Dobrze tato-Powiedziałam dając mu całusa w policzek i wychodząc z domu.Na dworze nie byłu już tak gorąco.Tłoku z resztą też nie było.Fajnie było tak spacerować samemu ulicą i pogrążać się w marzeniach że ona kiedyś wróci.Czasami marzyłam o tym aby się  okazało że tylko wyjechała i wraca a to wszystko to był tylko zły sen.
   Na cmentarz dotarłam w piętnaście minut.Przy grobie Amelii nikogo nie było.Powitały mnie wspomnienia związane z moją najlepszą przyjaciółką a do oczu automatycznie cisnęły się łzy...
Zapaliłam znicza  i usiadłam na ławce.Po chwili ciszy odezwałam się:
-Cześć Amelio.-To było trochę głupie czekając na odpowiedź która nigdy nie nadejdzie ale już od jakiegoś czasu tym się nie przejmowałam.
-To już jutro.Jutro wracam do Wolverhampton.Tak bardzo mi cię brakuje...-Powiedziałam a po policzku spływało coraz więcej łez.
    Nie poruszałam już tematu wyjazdu.Mówiłam jej o Tomku.Tomek to jej chłopak.Okropnie to przeżył,chociaż nie aż tak jak ja.Z Tomem nadal utrzymuje kontakt.Można powiedzieć że jesteśmy znajomymi.Tomek ma nową dziewczynę.Nazywa się Sara.Oczywiście nie dorównuje  Amelii do pięt ale też jest fajna.Tomi nie zapomniał tak do końca o Am.Gdy jesteśmy sami często o niej rozmawiamy.Siedziałam tak z dwie godziny i wierzyłam że ona jest przy mnie.W końcu zdecydowałam się wrócić bo muszę się jeszcze spakować.
                Do domu dotarłam na 20.Od razu po wejściu skierowałam się do swojego pokoju gdzie wzięłam prysznic i ubrałam piżamę Spakowanie się zajęło mi trzy godziny a gdy już wreszcie skończyłam wygodnie ułożyłam się w swoim łóżku i spoglądałam na pusty pokój.Wszystkie moje rzeczy zostały poukładane w dwóch gigantycznych walizkach i jednej torbie podróżnej.Strasznie się bałam tego co przyniesie następny dzień.
      Po półgodzinnym rozmyślaniu o następnym dniu zasnęłam...
___________________________________________________
Hejka!!!Jak się podoba?Proszę o szczere komentarze.Chora jestem...A jutro mam zawody w rękę.Fajnie będzie...Porzygam się na boisku.Życie powodzenia!Następny pojawi się jutro!
Hazza czuwa*-*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz